|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Odcinek czterdziesty dziewiąty. Lemański.
Następnym razem podjął walkę, bo Alina przeszkodziła w spotkaniu z kochanką, dwudziestoletnią kobietą, której wynajął dyskretne mieszkanie w bloku stojącym przy lasku Aniołowskim.
Formalnie kochanka studiowała marketing i zarządzanie na Akademii Polonijnej (za co Lemański musiał uiścić stosowną opłatę), lecz koncentrowała się na wizytach w solarium, u kosmetyczki i przede wszystkim w Don Kichocie. Piła tam kolorowe drinki z prowadzącymi podobny tryb życia koleżankami. Dziewczyny zgodnie narzekały na fundatorów ich rozrywek. Były żołnierkami tej samej armii, uzbrojonymi w przesadnie długie, zdobione wymyślnie tipsy i mocny makijaż, umundurowanymi w obcisłe, najczęściej różowe lub białe spódniczki i bluzeczki. Alina wcieliła się w siostrę kochanki, która niespodziewanie przyjechała z rodzinnego domu w Kokawie. Krewni i rodzice kochanki Lemańskiego oczywiście nie wiedzieli, że nie pracuje jako asystentka zarządu w dużej firmie budowlanej, lecz jest utrzymanką podstarzałego biznesmena. Lemański wszedł do mieszkania, za które - razem z rachunkami za prąd i gaz - płacił tysiąc dwieście złotych miesięcznie. Kochanka siedziała zapłakana na kanapie, kryjąc twarz w dłoniach. Alina, wziąwszy się pod boki, stała z gniewną miną obok dziewczyny. Wyjąkał kilka słów powitania, ale nie zdążył powiedzieć nic więcej, bo Alina zaczęła krzyczeć. Z pełnej inwektyw przemowy wynikało niezbicie, w jaką rolę wcielała się tym razem - uczciwej, bogobojnej kobiety ze wsi, która nigdy się nie podda i użyje wszystkich możliwych sposobów, żeby uratować swoją siostrę przed ostatecznym pogrążeniem się w bagnie moralnej zgnilizny. Kochanka, dalej spazmatycznie płacząc, zaczęła się pakować. Alina wrzeszczała, zaś Lemańskiego ogarnęła wściekłość. Zanadto przywykł do uległości wszystkiego, na czym mu zależy. Wyszeptał odpowiednie instrukcje, ale odbiły się od Aliny jak od tarczy. Wtedy, pozbawiony przez złość jakichkolwiek hamulców, ruszył na nią z podniesioną pięścią. Gdy miał uderzyć, uśmiechnęła się miło i położyła dłoń na policzku biznesmena. Stracił przytomność. Odzyskał świadomość w toyocie zaparkowanej przed blokiem, w którym wynajmował mieszkanie kochance. Nie musiał wchodzić na górę, żeby się przekonać, że kochanka wyprowadziła się i wróciła do Kokawy. To było oczywiste. Alina wygrała, nie miał co do tego wątpliwości. Włączył silnik, który mimo siarczystego mrozu dał się uruchomić bez zbędnych ceregieli i wrócił do domu. Potem widywał ją codziennie, co kilka godzin. Wchodziła mu w paradę, przeszkadzała, utrudniała, albo po prostu straszyła swoją obecnością. Wtedy właśnie zaczął wydzwaniać do Mariusza i z przerażeniem w głosie prosić o pomoc. Zanim Mariusz dotarł do biznesmena, dobrych rad zdążył udzielić Tomasz Frymarczyk. Podawał się Lemańskiemu za człowieka interesu i namawiał do wprowadzenia na rynek nowego modelu wózka, ale poza tym wyglądał i zachowywał tak samo jak Frymarczyk Mariusza. Obrażał biznesmena i traktował z góry, lecz podsuwał tropy pozwalające nieco objaśnić rzeczywistość życia po śmierci. W najbardziej krytycznym momencie, kiedy obecność Aliny stała się nie do zniesienia, powiedział, że Lemański powinien się wyzbyć egoizmu. Mariusz znów pokiwał głową. Zapalił papierosa. Napił się piwa. Lemański potraktował tę radę dosłownie, z całą prostodusznością. Od razu ruszył do akcji. Postanowił, że nie będzie szukał następczyni kochanki, którą zabrała mu Alina. Wpłacił zaliczkę na nowy samochód dla żony. Wrócił do kontrahenta, którego próbował oszukać wciskając na siłę wózki po zawyżonej cenie i ubił uczciwy interes, na którym obydwaj będą mogli solidnie zarobić. Zamiast, jak nakazywał wieloletni obyczaj, solidnie opić transakcję w towarzystwie prostytutek, a następnie korzystać z ich młodych ciał, ile wlezie, Lemański wrócił do domu i zdążył jeszcze porozmawiać z Mariettą o studiach dziewczyny. Wypił z żoną dużo słodkiego martini z lodem i odrobiną wódki. Obejrzeli film w telewizji. Późnym wieczorem, lekko pijani, chichocząc głupawo, spustoszyli lodówkę, bo dopadł ich nagły głód. Położyli się do łóżka. Byli zbyt zmęczeni i wypili za dużo, żeby starczyło im sił na seks, ale zasnęli ściśle przytuleni. Podstarzałe ciała lgnęły do siebie bezwładnie, dając wzajemnie spokój i ulgę. Rankiem odprężona i uśmiechnięta żona biznesmena pojechała z matką do rodziny mieszkającej w Bydgoszczy. Lemański był pewien, że przez całą, kilkugodzinną drogę opowiadała o renesansie małżeństwa, które wprawdzie niedawno przechodziło kryzys, ale wyszło z niego wzmocnione. W ciągu 24 godzin poprzedzających spotkanie z Mariuszem Lemański był grzeczny. Wyzbył się egoizmu, nie używał nadnaturalnej siły woli, żeby podporządkować sobie innych ludzi. Był dobry. I to wystarczyło. Alina, aż do chwili, gdy przywlókł ją za sobą Mariusz - co do przyczyny jej ponownego pojawienia się byli już zgodni - dała Lemańskiemu spokój. - Jeśli znów nie zanurzysz się w bagnie swojego egoizmu - powiedział biznesmenowi w charakterystycznym dla niego, kwiecistym stylu Frymarczyk. - Alina już nie powróci, a ty będziesz się mógł zacząć pozycjonować jako produkt aspirujący do przenosin na wyższą półkę. Marketingowy bełkot musiał wywrzeć wrażenie na parającym się produkcją i sprzedażą Lemańskim. Mariusz znów pokiwał głową w podziwie nad zmyślnością Frymarczyka (kimkolwiek - czymkolwiek - był), który, wyjąwszy zamiłowanie do rozbudowanych metafor, potrafił doskonale dobrać argumentację do potrzeb i możliwości słuchacza. Biznesmen skończył opowieść.czwartek, 18 września 2008, glodneduchy
|
Chciałam jednak zapytać czy istnieje jakaś szansa na dostanie kodu do blogu Twojej żony.Jeśli tak to podaję swój mail:edyta.wilk@poczta.onet.pl.
No i czekam na dalszy ciąg z niecierpliwością:)