Kryminał metafizyczny z Częstochową w tle
Blog > Komentarze do wpisu
Odcinek czterdziesty ósmy, czyli kłopoty po śmierci.
Poddawany takiej indoktrynacji Lemański z wolna odsuwał się od Aliny. Nie spotykali się już tak często, nie zapraszał jej do siebie w każdą niedzielę na wystawny obiad. Gdy wyznała przypadkiem, że nie lubi złotej biżuterii, nie odzywał się do niej przez tydzień. W końcu, po kilku miesiącach ciężkiej i wytrwałej pracy rodziców Lemańskiego, stało się to, na co liczyli: ich Krzyś spotkał się z inną dziewczyną, córką znajomych groszorobów. Potem z kolejną, i jeszcze następną, aż niepostrzeżenie wcielił w życie ideał rozszalałej młodości, który z taką cierpliwością przekazywał mu ojciec.

Alina z początku nie dostrzegła niebezpieczeństwa, a gdy się zorientowała z pomocą niezawodnych w takich sytuacjach przyjaciółek, było już za późno. Lemański zasmakował w wielości doznań i nie zamierzał z niej rezygnować.

Alina zdobyła - tu również pomogły koleżanki - niepodważalne dowody. Zobaczyła, jak wczesnym wieczorem Lemański wchodzi do hotelu „Patria" z młodą kobietą. Byli ciasno objęci. Jego dłoń spoczywała pewnie na pośladkach partnerki, opiętych ściśle krótką, różową spódniczką. Alina wróciła do domu i całkiem zwyczajnym tonem powiedziała matce, która krzątała się w kuchni, że ma ochotę na długą, gorącą, odprężającą kąpiel. Ojciec zastygł przed ekranem czarno - białego telewizora, wpatrzony w piłkarski mecz. Gdy po godzinie i trzydziestu minutach zabrzmiał ostatni gwizdek i ojciec zapukał do drzwi łazienki, było za późno. Alina napełniła wannę gorącą wodą i przecięła żyły na nadgarstkach. Umarła w ciszy i samotności.

Od tego wieczora aż do swojej śmierci Lemański nie zaznał spokoju.

Szybko skojarzył datę i porę dnia śmierci Aliny ze swoim skokiem w bok. Nikt wprawdzie wprost go o nic nie obwiniał, ale i tak stał się wcielonym wyrzutem sumienia. Skończył studia i założył z kolegą z roku warsztat produkujący dziecięce wózki. Biznes rozrastał się z początku dość opornie, bo kiełkującą przedsiębiorczość trzymał w ryzach socjalistyczny system gospodarczy. Warsztat rozkwitł na żyznej glebie kapitalizmu i przeistoczył się sporą fabrykę. Ożenił się z kobietą z kasty dorobkiewiczów, córką dentystki i właściciela warsztatu samochodowego. Urodziła się Marietta. Miewał kochanki, ale był na tyle dyskretny, że jego żona nie tylko przed nim, ale nawet przed sobą mogła udawać, że się nie domyśla ich istnienia. Startował w wyborach do rady miasta, lecz bez powodzenia.

Myśl o krzywdzie, którą wyrządził Alinie, towarzyszyła dyskretnie każdemu przedsięwzięciu Lemańskiego. Wyrzuty sumienia dopadały go, nawet po latach, w najmniej spodziewanych momentach. Zastygał nad warsztatem, milkł niespodziewanie podczas negocjacji z klientem, zamyślał się i ignorował żonę, zapominał o spotkaniach z kochankami.

Wracając od jednej ze swoich dziewczyn zasnął za kierownicą, a gdy się obudził pędząc ulicą Jagiellońską, zobaczył przed sobą maskę ogromnej ciężarówki. Zdołał ją ominąć nie tyle dzięki refleksowi, ile za sprawą odruchu, gwałtownego skurczu ramion i dłoni zaciśniętych spazmatycznie na kierownicy. Strach przed zderzeniem z ogromnym TIR-em dołączył do wyrzutów sumienia i dręczył go do końca życia. Pojawił się także po śmierci Lemańskiego. Wtedy też powróciła - już dosłownie - Alina.

Z początku jej obecność nie była zbyt dolegliwa. Pierwszy raz Lemański zobaczył Alinę na przejściu dla pieszych, gdy mijał swoją toyotą skrzyżowanie ulic Nowowiejskiego i Sobieskiego. Szła w kierunku Urzędu Wojewódzkiego i nawet na niego nie spojrzała. Gdy ustąpił pierwszy szok, uznał, że się po prostu pomylił, że kobieta, która właśnie przedefilowała przed maską samochodu tylko łudząco przypominała niespełnioną  miłość jego życia, choć podobieństwo było rzeczywiście niezwykłe.

To była jednak tylko uwertura. Alina pojawiała się tym częściej, im chętniej Lemański używał nadnaturalnie wybujałej woli.

Słysząc tę część opowieści biznesmena, Mariusz ze zrozumieniem pokiwał głową i głośno przepłukał usta „Żubrem". Natężenie obecności smagłego dręczyciela w jego pośmiertnej egzystencji również było ściśle sprzężone z ekspansją woli.

Alina nawiedziła Lemańskiego na przykład w roli sekretarki kontrahenta, właściciela ogólnopolskiej sieci sklepów dla młodych rodziców, w którego biurze załatwiali interesy. Szepcząc rozkazy zmusił go przyjęcia potężnej partii wózków ze swojej fabryki. Kontrahent natychmiast przystał na te warunki. Zgodził się też zapłacić więcej, niż kiedykolwiek. Lemański położył przed nim dwa egzemplarze przygotowanej wcześniej umowy. Właściciel sklepów zaproponował kawę z koniakiem, żeby rozluźnić atmosferę po zakończonych już negocjacjach, zanim ostatecznie dopełnią formalności i złożą podpisy na dokumentach. Przyniosła ją Alina. Lemański zamarł. Alina zerknęła na leżącą przed szefem umowę, szepnęła mu coś do ucha i wyszła. Kontrahent Lemańskiego chrząknął, przełknął niewielki łyk kawy i rozkaszlał się głośno. Wytarł usta jedwabną chusteczką i zaproponował, żeby spotkali się za kilka dni, bo musi jeszcze przemyśleć kilka istotnych kwestii związanych z tak dużym i ważnym przedsięwzięciem. Lemański nie protestował, ani nie próbował sprawdzać, czy siła jego woli jest w stanie konkurować z poleceniami Aliny. Był zbyt zaskoczony jej widokiem.
wtorek, 16 września 2008, glodneduchy
Komentarze
Gość: kola, ip-55-194.apus-net.pl
2008/09/18 15:14:08
jak dla mnie grafomania - ani kryminał ani metafizyka -
ale jak komuś sprawia przyjemność pisanie w takim stylu, trudno - )