Kryminał metafizyczny z Częstochową w tle
Blog > Komentarze do wpisu
Odcinek pięćdziesiąty drugi. Nigdy, nigdy nie będzie 25 grudnia.
Pokój na górze oświetlała słaba lampka, która stała na małej komodzie przy łóżku Marietty. Mariusz patrzył na ciemne włosy, rozsypane wokół głowy dziewczyny, na prawą dłoń, która ściskała kurczowo lewe ramię. Marietta wyglądała, jakby chciała się objąć, lecz plan ten wprowadziła w życie tylko połowicznie. Druga dłoń spoczywała na poduszce nad głową.

Oparł się ciężko o framugę, wziął głęboki oddech. Słysząc go dziewczyna poruszyła się nerwowo, lewa dłoń powędrowała znad głowy na prawe ramię w obronnym geście, ale po chwili uspokoiła się i znieruchomiała.

Mariusz patrzył na nią i powoli odkleił od futryny przepełnione piwem, ociężałe ciało. Zatrzymał się, gdy jego kolana dotknęły krawędzi łóżka. Zachwiał się lekko.

- Śpij - wyszeptał nad Mariettą. Przez chwilę chciał wierzyć, że powoduje nim zwykła życzliwość, która nie pozwala bez wyraźnego powodu budzić śpiącego człowieka. Szybko przestał się okłamywać, bo alkohol krążący w żyłach przerwał wszystkie tamy. Nie chciał przerywać jej snu, żeby mu nie przeszkadzała, żeby jak najprościej i najszybciej mógł dotrzeć do celu.

- Śpij - powtórzył, jakby nie był do końca pewien swojej mocy. Ściągnął z niej kołdrę. Marietta miała na sobie różowy t-shirt i granatowe figi. Była niewinna i rozpustna zarazem, bo wprawdzie obejmowała się ramionami z dziewiczym zapałem i skromnością, ukrywając w ten sposób choćby zarys piersi, lecz jednocześnie szeroko rozkładała uda.

Mariusz chciał ją mieć natychmiast, nie istniało nic poza pożądaniem, które wzmógł wypity alkohol. Usiadł ciężko na łóżku i wyciągnął dłoń w stronę szczupłego ciała Marietty, ale nie dotknął jej. Wodził dłonią tuż nad skórą, wyobrażając sobie, że jego palce emanują ciepłą energią. Skoro sobie to wyobraził, wizja natychmiast się urzeczywistniła. Pośrednio tylko zależało mu na tym, żeby podniecić Mariettę i sprawić jej przyjemność. Jedyny powód niezwykłego masażu był prosty - chciał, żeby zwilgotniała, aby potem łatwiej w nią wejść.

Dziewczyna poruszyła się i westchnęła z wyraźnym zadowoleniem. Nie otwierając oczu ściągnęła koszulkę. Miała pełne piersi, o ton jaśniejsze od reszty ciała. Mariusz zatrzymał dłoń nad spojeniem nóg. Marietta zwarła uda i cicho zajęczała, z ciągle zamkniętymi oczyma ściągnęła majtki i rozłożyła nogi. Mariusz zdjął ubranie, był gotowy. Usiadł na piętach i oparł jej łydki na swoich ramionach. Wsunął się w nią mocno, gwałtownie zaczął się poruszać. Dziewczyna zajęczała głośno, rozrzuciła szeroko ręce i chwyciła prześcieradło. Łóżko skrzypiało długo, bo Mariusz miał w sobie dużo alkoholu i nie mógł skończyć. Kiedy mu się w końcu udało, był ledwie żywy ze zmęczenia. Odsunął się od dziewczyny i ciężko dysząc położył na wznak. Najchętniej zasnąłby natychmiast, ale wysiłek fizyczny i zaspokojenie przywróciły mu po części jasność myślenia. Na wszelki wypadek postanowił uciec (który już raz?). Nie chciał ponosić konsekwencji.

Ubrał się i ponownie stanął nad dziewczyną. Jej ciemne, opalone ciało odcinało się wyraźnie od białej pościeli.

- Ubierz się, ale się nie budź - wyszeptał.

Marietta spełniła życzenie. Mariusz zszedł ostrożnie na dół. Położył się obok skulonego w niewygodnej pozycji Lemańskiego, który ciągle konsekwentnie zajmował tylko pół kanapy.

Szum narastał.

Wijąc się w uścisku smagłego prześladowcy zrozumiał, że nie wie, kto go okrył kocem. Może Marietta? Przecież nie pamiętała, co się wydarzyło w nocy, bo Mariusz skutecznie zapobiegł jej przebudzeniu. Może Lemański? Może do końca był idealnym gospodarzem?

Przede wszystkim jednak Mariusz był całkiem zdezorientowany. Nie znał źródła coraz głośniejszego hałasu, nie rozumiał, dlaczego jego śniady wróg schwytał go i nie pozwala odejść. Jeszcze raz desperacko spróbował się wyrwać, lecz bez skutku.

- Nie jestem Frymarczykiem, który pozwala się bić, żebyś coś wreszcie zrozumiał - powiedział mężczyzna. - Nie ustąpię. A ty spadasz na niższy poziom. Nie potrafiłeś nawet na chwilę zapomnieć o sobie, nie powstrzymałeś swoich zachcianek. Przekroczyłeś masę krytyczną, tak, jak za życia, tuż przed tym, zanim wypadłeś z okna. Nie zasługujesz zatem na rehabilitację, nie zaczniesz drogi w górę. Przeciwnie, za chwilę uczynisz pierwszy krok w przeciwnym kierunku.

Mariusz przez chwilę czuł straszny żal, bo przypomniał sobie, że ciągle nie wie, co było przyczyną jego śmierci. Szybko jednak ogarnęło go przerażenie, bo w końcu zrozumiał, skąd najpierw wziął się szum, a teraz narastający hałas.

Główną arterią Częstochowy są Aleje Najświętszej Maryi Panny. Z jednej strony ich perspektywę zamyka wzniesienie zwieńczone jasnogórskim klasztorem, z drugiej kilkudziesięciometrowy komin ciepłowni. Patrząc nad głową smagłego dręczyciela Mariusz zobaczył wyższą od komina ścianę wody, która zbliżała się nieuchronnie, tak, jak w jego najstarszych koszmarach. Masywy wodne musiały nadciągać ze wszystkich stron. Mariusz wprawdzie ich jeszcze nie dostrzegł, bo widok ograniczały drzewa rosnące w podjasnogórskim parku, ale ryk pędzącej fali dobiegał go z każdej strony. Ściana wody dotarła już do placu Biegańskiego.

Mariusz odwrócił się i zobaczył, że z drugiej strony ryczący masyw zawisł na chwilę nad wieżą klasztoru, potem wody rozstąpiły się, ominęły Jasną Górę, zbiegły się na błoniach i podążyły w jego stronę.

Olbrzymie masy wody stworzyły wokół Mariusza niewielki krąg, rycząc wściekle i parskając na niego od czasu do czasu bryzgami piany. Śniady dręczyciel nadal trzymał go za ramię. Mariusz nie miał siły, żeby wyzwolić się z tego uścisku.

Smagły wróg znów zamilkł i będzie tak milczał przez wieczność.

Zanim Mariusza pochłonął bez reszty bezrozumny strach, pomyślał jeszcze, że przecież dziś jest 24 grudnia, Wigilia, co oznacza, że nie doczeka pierwszej gwiazdy zwiastującej porę rozpakowywania prezentów, już nigdy nie będzie uroczystej kolacji, podczas której wszyscy zbierają się przy wspólnym stole i są dla siebie mili, a wokół roznoszą się zapachy długo przygotowywanego jedzenia i choinki, już nikt nigdy ułamawszy opłatek nie będzie życzył mu spełnienia marzeń, już nigdy, nigdy nie będzie 25 grudnia.

 KONIEC

poniedziałek, 29 września 2008, glodneduchy
Komentarze
Gość: plejada, apn-77-114-4-146.gprs.plus.pl
2008/09/30 12:01:06
oj, juz koniec? to na co teraz bede czekała jeżeli nie na nowe odcinki :)

Dzieki za Matkę... (własnie kupiłam książke dla dwóch ojców in spe). Dzieki za duchy.

-
Gość: autor, ebe218.internetdsl.tpnet.pl
2008/09/30 12:24:20
Ależ proszę ;). Niewykluczone, że na początku przyszłego roku pojawi się coś jeszcze w formie książki. Pozdrawiam.
-
Gość: Edyta, evdo-78-30-95-9.subscribers.sferia.net
2008/10/01 21:56:30
Szkoda,że już koniec.Ale dzięki za mile spędzony czas.
-
Gość: tilula, 78.131.137.5*
2008/10/10 00:07:10
przyplątałam się przypadkiem, kilka godzin temu, przeczytalam jednym tchem. Miałam nadzieję że będę sobie w soboty podczytywać, a tu nagle trach i koniec książki. eh, szkoda. bardzo jestem ciekawa innych książek.Proszę o namiary na nie jeżeli gdzieś istnieją.
-
Gość: tilula, 78.131.137.5*
2008/10/10 00:08:00
przyplątałam się przypadkiem, kilka godzin temu, przeczytalam jednym tchem. Miałam nadzieję że będę sobie w soboty podczytywać, a tu nagle trach i koniec książki. eh, szkoda. bardzo jestem ciekawa innych książek.Proszę o namiary na nie jeżeli gdzieś istnieją.
-
Gość: autor, host-85-202-146-229.sta.tvknaszapraca.pl
2008/10/12 22:42:25
"Matka mojego dziecka" powstała na podstawie matkamojegodziecka.blog.pl, jest dostępna na przykład w Merlinie.

A na początku przyszłego roku, o ile nic się nie zmieni, pojawi się kolejna książka.

Pozdrawiam,
AW.

-
Gość: tilula, 78.131.137.5*
2008/10/15 20:41:18
a, to kiedyś podczytywałam. jednak będąc matką trzech, zupełnie nie mogę się przy takich lekturach relaksować. mam w domu to samiutko razy trzy.No, owszem kota wam zazdroszczę i chętnie go podglądałam, ale ostatnio jakoś pranie się zahasłowała i mi nie wskakuje. Głodne duchy były niezłe więc jeżeli będzie coś nowego w odcinkach, to ja chętnie. pozdrawiam też AW :)
-
Gość: http: blessdesire.blogspot.com, public62884.xdsl.centertel.pl
2008/10/17 16:41:08
nie czytałem wcześniejszych odcinków, ale końcówka jest rewelacyjna. bardzo dobry pomysł.
-
Gość: stefan, zaspa.limes.com.pl
2008/12/03 12:29:49
Matka mojego dziecka była ludzka ,błyskotliwa i zabawna a to jest ....hmmm nie chcę Cię za bardzo Komentować ale mdłe to dobre określenie . W tych tekstach wykazujesz się niczym ''marietta rozrzuciła ręce ....' hehe a mi się zepsuło 'c' w komputerze
-
Gość: Edyta, evdo-78-30-97-163.subscribers.sferia.net
2008/12/22 10:21:17
Chciałabym życzyć Ci radosnych,białych Świąt,pełnych nadziei,wzruszeń i weny,która zaowocowałaby jakimś nowym opowiadaniem:)
-
2009/02/12 15:24:11
a co nastąpi teraz? nowa powieść?
-
Gość: edyta.wilk@poczta.onet.pl, evdo-78-30-78-222.subscribers.sferia.net
2009/03/10 11:14:38
Pewniejuż tutaj nie zaglądasz.............Mam jednak nadzieję,że kiedyś to się jednak stanie.Bo wiesz,chciałam dzisiaj wejść na blog Twojej żony i się nie da.Pewnie nastąpiła jakaś zmiana hasła.....Proszę,bardzo proszę o nowe,jeśli jeszcze można.
A Ty kiedy coś napiszesz?Też czekam z niecierpliwością.