Kryminał metafizyczny z Częstochową w tle
Blog > Komentarze do wpisu
Odcinek pięćdziesiąty pierwszy, czyli przeciągły szum.
Płynnie minął plac Pamięci Narodowej i kamienicę, w której mieszkał, gdy spotykał się z Martyną. Dotarł do placu Biegańskiego i wyhamował. Śnieg zawirował wokół głowy Mariusza, mgła oddechu przesłoniła mu na chwilę widok jasnogórskiej wieży.

- Chyba już mogę? - zapytał głośno, pokiwał głowę w odpowiedzi i ruszył w stronę klasztoru. Wierzył, że postanowienia podjęte podczas wędrówki ze Stradomia do centrum wystarczą, by zdjąć z pośmiertnej rzeczywistości zaklęcie, które blokowało dostęp do Jasnej Góry. Dręczycielka biznesmena zniknęła, gdy ten wykazał chęć poprawy. Teraz kolej na jakiś przychylny gest ze strony rzeczywistości otaczającej Mariusza, który uznał, że pierwszą oznaką tej zmiany ma być dostępność klasztoru.

Szedł pewnym krokiem między niewysokimi lipami rosnącymi w III Alei Najświętszej Maryi Panny. Wiatr smagał policzki Mariusza. Śnieżna zadymka częściowo zasłaniała cel podróży. Mróz odbierał zmarzniętym, zdrewniałym stopom siły potrzebne do dalszego marszu. Wyszeptał życzenie. Wiatr ustał. Śnieg padał wszędzie, pokrył całe miasto, lecz żaden płatek nie spadł już na twarz Mariusza. Gorąca krew wypełniła stopy. Przekroczył ulicę Popiełuszki, czyli tę arterię, która dzieli każdego pielgrzyma od ostatniej prostej do sanktuarium - alei Sienkiewicza. Zatrzymał się, wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. Zaciągnął się głęboko. Stał u podnóża jasnogórskiego szczytu i patrzył na wieżę klasztoru, dopóki nie skończył palić. Celebrował chwilę triumfu. W końcu musiał odrzucić niedopałek, który zaczął parzyć palce. Dokładnie wdeptał resztkę papierosa w sypki śnieg. I wtedy ktoś położył dłoń na jego ramieniu.

Mariusz odwrócił się gwałtownie i jednocześnie ze wszystkich, tak zwielokrotnionych w życiu pośmiertnym sił próbował się wyrwać z uchwytu, ale był zbyt słaby. Machał rękami jak okaleczony ptak. Za jego plecami stał smagły dręczyciel i przecząco kiwał głową.

- Dlaczego? - zapytał Mariusz, choć nie spodziewał się odpowiedzi. Śniady mężczyzna nigdy się do tej pory do niego nie odezwał. Tym razem jednak jak gdyby nigdy nic przemówił.

- Marietta - powiedział czystym, jasnym głosem. Mariusz zamarł, bo uświadomił sobie to, co za wszelką cenę próbował zepchnąć w przepaść niepamięci, postępując zgodnie z wypraktykowaną jeszcze za życia metodą: jeżeli problem go przerastał, uciekał, rejterował, dawał za wygraną.

Usłyszał przeciągły szum.

Poprzedniego wieczora po krótkim odpoczynku jednak znalazł siłę, żeby podnieść głowę. W tym samym czasie sen zmorzył biznesmena, który położył się obok Mariusza na skrzypiącej kanapie pokrytej fałszywą skórą. Nawet zatraciwszy świadomość w pijackim śnie nie przestał być dobrym gospodarzem. Zwinął się w kłębek i trwał w tej niewygodnej pozycji, żeby nie przeszkadzać Mariuszowi.

Po przebudzeniu Mariusz wciąż jeszcze czuł przemożny wpływ alkoholu. Popatrzył z rozrzewnieniem na Lemańskiego, który ugościł go tak szczodrze, dał mu nadzieję na wyjaśnienie pośmiertnych niejasności i popchnął we właściwym kierunku.

Nastrojony emocjonalnie na tę nutę podniósł się ostrożnie i choć manewr ten wymagał wiele wysiłku i zwiększonej koncentracji, udało mu się nie zbudzić biznesmena. Nie chciał go wyrywać ze snu właśnie z wdzięczności za dobrodziejstwa, których nie szczędził przez cały wieczór Lemański.

Ruszył w stronę pogrążonej w półmroku kuchni. Na blacie stołu stała puszka „Żubra". Opróżnił ją kilkoma potężnymi haustami. Jedynym źródłem światła była mała lampka w korytarzu, który prowadził gdzieś do góry. Dał się ponieść owadziemu odruchowi i ruszył do światła. Schody stawiały mu większy opór, niż zazwyczaj, bo był jednak mocno pijany. W końcu dotarł do drzwi na pierwszym piętrze. Nacisnął ostrożnie klamkę. Ustąpiły.
wtorek, 23 września 2008, glodneduchy
Komentarze
Gość: arbuzowe, acxr17.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/09/24 23:13:11
dialogu, więcej diaolgu poproszę :-)
pozdrawiam
www.arbuz-bez-dna.blog.pl
-
Gość: lisianora, aahu152.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/09/27 15:02:55
straszne mi sie zaległości porobiły :/ teraz będę pilnie nadrabiać. pozdrawiam